Kiedy znajdujesz w pokoju swojego dziecka duże ilości różnych tabletek, to świat nagle zatrzymuje się, a ty jako rodzic masz wrażenie, że stoisz nad przepaścią bez dna.
Zawsze mi się wydawało, że w momentach, gdy dowiadujesz się o swoich bliskich jakiejś szokującej prawdy, gdy nagle okazuje się, że być może nie są tymi, którymi wydawało się, że są, to opanowuje cię gniew. Że poziom tej wściekłości rośnie z każdą sekundą, dochodzi do punktu wrzenia, a potem wylewa się z człowieka, jak kipiące mleko w rondlu na kuchence.
Może w przypadku własnego dziecka jest inaczej?
Może w przypadku własnego dziecka jest tak, że nagle wszystkie uczucia odpływają, pojawia się wewnętrzna pustka, bo ta rodzicielska przepaść, nad którą stoimy, jest tak zaskakująca?
Może w przypadku własnego dziecka jest tak, że próbujesz najpierw ocenić, jak głęboko jest dno w tej przepaści i z jakim impetem uderzysz, gdy już całkiem upadniesz?
Niezmierzone morze łez pojawia się dopiero później, zupełnie znienacka. Tuż nad garnkiem z gotującą się zupą, gdy w głowie układasz listę zakupów na jutrzejszy dzień, a kątem oka zerkasz na tykający pospiesznie zegar i próbujesz zrozumieć, dlaczego jego cyfry robią się coraz bardziej niewyraźne.
